Cygańskie mogiły miejsce o którym zapominamy

Cygańskie mogiły to miejsce w puszczy augustowskiej, którym ludzie jeszcze pamiętają, ale historia tego zdarzenia zaciera się już w pamięci miejscowej ludności. 

Cygańskie mogiły brzmi strasznie? 

Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z nazwą tego miejsca poczułam smutek i jednocześnie ciekawość. Chciałam wiedzieć dlaczego taka nazwa. Zaczęłam przeszukiwać internet z marnym efektem. Akurat w wirtualnej rzeczywistości Cygańskie mogiły z Puszczy Augustowskiej jakby nie istniały. 

Co wiedzą miejscowi mieszkańcy o Cygańskich mogiłach? 

Skoro nie znalazłam nic w sieci musiałam popytać miejscowych. Dla mnie to zawsze dziwne doświadczenie, bo albo podają sprzeczne informacje, albo napotykam na zmowę milczenia. W tym przypadku również tak było. 

Pamięć o tej historii zaciera się, a warto ją ożywić. Jedni twierdzili, że w czasie II wojny światowej doszło do masowego mordu na ludność romskiej inni, że to tragiczne wydarzenie nie związane z wojną. 

Wciąż nie mogę z precyzją określić czasu w jakim zdażyła się ta tragedia. Wiele rzeczy jeszcze jest dla mnie nie jasnych. Ale tak to już jest z ludnością romską.

Kilka słów o społeczności romskiej. 

Znając co nieco tradycje i kulturę tej społeczności udało mi się ustalić najprawdopodobniejszą wersję zdarzeń. Cyganie to lud wędrowny żyjący w ściśle zamkniętym kręgu, strzegący swoich tradycji przed obcymi.

Trudnili się głównie hodowlą koni, rzemieślictwem i handlem. Do dziś w naszej rodzinie patelnie kute przez cyganów przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Konia z rzędem temu u kogo „współczesna” patelnia przetrwa więcej niż 5 lat! A te wykonane przez ludność romską trwają mimo przemijających pokoleń.

To lud bardzo honorowy dlatego bardzo krzywdzące jest określanie ich jako złodziei. Chociaż w odwecie za doznane krzywdy nie cofną się przed kradzieżą. Każda rodzina to odrębna społeczność przestrzegająca ogólnych praw. Przewodzi jej najstarszy członek rodziny. Trasy po której wędruje tabor są niezmienne. Wyruszają wiosną, a zimą wracają do swoich stacjonarnych osad lub wynajmują domy gdzie jest taka możliwość. 

Przy ustalaniu faktów przydała mi się znajomość ukształtowania terenu, a nawet warunki klimatyczne. 

Jaki sekret skrywają cygańskie mogiły? 

Wozów w taborze było maksymalnie trzy. Prawdopodobnie rodzina liczyła do dwunastu osób w tym starcy i dzieci. Przemierzali trasę z Augustowa przez Gruszki w kierunku Lipska i Grodna, by dalej udać się na południe, gdzie zimy są łagodniejsze. 

Jak do tego doszło? 

Trasa z Augustowa przez Gruszki przed pierwszą wojną światową była drogą nie utwardzoną i tak zwaną zimową. Przemieszczanie się było możliwe jedynie zimą kiedy podmokłe tereny skute zostaną lodem.

Stąd też mój wniosek, że do tragedii doszło na przełomie października i listopada. 

Dlaczego patron rodziny ryzykował życie swoich najbliższych? 

Być może wcale nie ryzykował. Gdyby przyjąć że historia ta rozgrywa się przed 1900 rokiem, być może 1880 wcale nie oznaczało by to ryzyka. Na ten okres przypada właśnie schyłek Małej Epoki Lodowcowej. Charakteryzowała się ona długimi i srogimi zimami.

Jak to możliwe że nikt nie ocalał? 

Lód nie był na tyle mocny by po nim się przemieszczać. Zarwał się pod wozami skutecznie unieruchamiając wędrowców. Gdyby grupa była większa sami sobie byli by wstanie pomóc. Ewentualnie cześć majątku pozostawili na miejscu i wycofali się w bezpieczniejsze rejony. Przywódca taboru zdecydował się na przeczekanie nocy pośród bagien. 

Czy tylko względy materialne miały wpływ na decyzje głowy rodziny? 

Troska o najbliższych zgubiła całą rodzinę. Początkowo próbowali ratować zwierzęta i wartościowe przedmioty. Brodząc w lodowatym błocie i wodzie wyprzęgali konie i rozładowali wozy by łatwiej było je wyciągnąć. Być może zajęło to tak dużo czasu że nie pozostało im nic innego niż przeczekanie nocy. Rano mogli by podjąć kolejne próby odzyskania wozów. 

Dlaczego pieszo nie ruszyli do najbliższej wsi by się schronić lub uzyskać pomoc? 

Wiązało się to z jeszcze większym ryzykiem. Piesza wędrówka pośród zamarzniętych bagien, przy zapadjącym zmroku, z dziećmi i osobami starszymi była by karkołomnym wyczynem. Do tego trzeba wziąć pod uwagę, że są to tereny Puszczy Augustowskiej pełne dzikich zwierząt między innymi wilków i rysi. Przeczekanie nocy przy ogniu w pobliżu unieruchomionych wozów wydawało się najrosądniejszą decyzją.

Niestety tragiczną. 

Tam gdzie stoi drewniany zank… 

Myślisz, że taki przebieg zdarzeń jest prawdopodobny? Czy może jest inny powód dlaczego cała rodzina romska zamarzła na szlaku? 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *