Związek z naturą.

Związek z naturą.

Każdego dnia od wschodu do zachodu słońca, od wschodu do zachodu księżyca, w każdym oddechu, dźwięku i widoku czujesz nierozerwalną więź z naturą?

Moja droga do tego skrawka nieba na ziemi była dość długa. Czułam, że tylko w takiej głuszy, w miejscu odciętym od świata, zaznam spokoju i odnajdę więź z naturą.
Niestety ona sama co jakiś czas daje wyraźne sygnały, że człowiek nie jest już jej częścią, porzucił jej prawa i nie żyje według jej zasad.

Ta historia, którą chcę opowiedzieć zmusiła mnie do przemyśleń na temat, gdzie jest nasze miejsce w tym świecie, jak silnie jesteśmy związani z naturalnym cyklem życia.

Uwielbiam samotne wędrówki po lesie, kiedy nikogo nie ma, a las wciąż szepce swą opowieść, ale pozwala być także jej częścią. Ktoś kto często odwiedza leśne ostępy, zna odgłosy lasu i jego zwyczaje. Wie, że to nie ptaki budzą się pierwsze, że milkną one w chwili zagrożenia, ale także w czasie południowego upału i deszczu.

Wędrując leśnymi ścieżkami jeszcze przed wschodem słońca usłyszysz prawdziwą ciszę, rzadko kiedy o tej porze w koronach drzew szumi wiatr, ptaki i owady jeszcze pogrążone we śnie, a noce stworzenia właśnie udają się na spoczynek.
Wraz z upływem czasu budzą się pająki jako pierwsze, następnie pełzające i latające owady, a później ptaki rozpoczynają swój koncert. To niesamowite doznanie bycie częścią tego spektaklu, który powtarza się każdego dnia o świcie.

W takiej chwili czuję się elementem tej niesamowitej układanki.

Zapominam o wszystkim co nieistotne.
W ubiegłym sezonie dałam się tak ponieść chwili i całkowicie nie zauważyłam, że coś się zmieniło, coś zakłóciło ten codzienny spektakl.

Jeżeli miałbym opisać to co działo się w tamtej chwili to użyłabym określenia: „las zastygł w bezruchu”. I to dosłownie. Nie drgnął ani jeden liść, nie fruwała nawet najmniejsza muszka, tylko gdzie nie gdzie unosiły się drobinki pyłu w nieruchomym powietrzu. Las wyglądał bajkowo i groźnie jednocześnie, a ja przy każdym oddechu czułam smak niepokoju rozpuszczonego w powietrzu. Moje ciało zareagowało automatycznie, serce przyspieszyło, mięśnie się napięły, bardzo dobrze w tamtej chwili rozumiałam zasadę stresu: uciekaj, albo walcz.

Mimo to stałam na leśnej polanie, wstrzymując oddech z nogami sztywnymi, stopami, które wydawały się wrosnąć w mech. Rozglądałam się uważnie, wypatrując zagrożenia. Z której strony nadejdzie atak…

Oto człowiek, pan świata, ten który próbuje ujarzmić wiatr i wodę do swoich celów, który wykorzystuje glebę do cna stoi w królestwie natury wystraszony i bezradny wobec praw natury.

Czułam się jak pyłek unoszący się w martwym, leśnym powietrzu, bezwolna.
Wiele myśli biegło równolegle w mojej głowie:
Co się dzieje?
Skąd nadejdzie zagrożenie?
Gdzie mogę szukać schronienia?
Wszystko to trwało kilka sekund, ale w ciągu tej chwili podjęłam decyzję, że powinnam kierować się w stronę ludzkich siedlisk, idąc wzdłuż rozłożystych drzew, gdyż ich gałęzie mogą dać mi schronienie.

W ciągu kilku chwil wiedziałam, że aby szybko uciekać lub wspinać się na drzewo będę musiała zdjąć gumaki, że ostrzeżenie od natury nie dotyczy zagrożenia ze strony człowieka. Człowiek w lesie zachowuje się w sposób bezmyślny zakłócając spokój.

Szłam wolno między drzewami, co kilka kroków zatrzymywałam się i rozglądałam… Może po pięciu minutach stało się coś jeszcze dziwniejszego. Powietrze stało się aż gęste, stałam i z trudem łapałam oddech.

Czułam jakby to wszystko działało się poza mną, jakbym wszystko oglądała z boku.

Wszystko ruszyło, jak w przyspieszonym filmowym kadrze. Jednocześnie ożyło powietrze, ptaki wrzeszczały jakby ktoś je odzierał z piór, gdzieś w oddaleniu słychać było przerażający jazgot. Wycie, skomlenie, ujadanie mieszało się z trzaskiem łamanych gałęzi. Z każdą chwilą piekielne odgłosy były coraz bliżej miejsca w którym stałam sparaliżowana strachem.

Stalam wsłuchana w odwieczny rytuał przetrwania, właśnie jedno stworzenie odda swoje życie, by inne mogły się posilić.

Jako dziecko bawiłaś się słomką do picia puszczając powietrze do szklanki soku? Powstaje taki trochę śmieszny bulgot. Ten dźwięk będzie mnie już zawsze irytował.

W tamtej chwili usłyszałam badrdz podobny, zwielokrotniony, zmieszany z odgłosem ksztuszenia się.
Z zachodu rozległo się przeciągłe wycie, zmieszane z jazgotem, który nie ustawał.
Chwilę później zawtórowało mu wycie ze wschodu, po którym wszystko ucichło: skomlenie, ujadanie i wrzaski ptaków umilkły jak nożem uciął.

Stałam jeszcze chwilę przyglądając się jak życie w lesie wraca do naturalnego trybu. W oddali słyszałam bicie kościelnych dzwonów, które zwoływały wiernych na poranną modlitwę. Ludzi nieświadomych jaki właśnie, wśród leśnych ostępów rozegrał się dramat.

Stałam otoczona naturą, która za nic ma ludzkie wartości i rządzi się swoimi prawami.

Każdego dnia od wschodu do zachodu słońca, od wschodu do zachodu księżyca, w każdym oddechu, dźwięku i widoku czujesz nie rozerwalną więź z naturą?

Ale czy jesteś gotowa na jej prawa? Jesteś gotowa przyjąć ją taką jaka jest?

Jakiś czas później wybrałam się w tamto miejsce i tylko natura trwa niewzruszona nad losem mieszkańców puszczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.